Ostatnie posty

                Polacy jako naród do szczególnie zadowolonych z życia nie należą - plasujemy się mniej więcej
w połowie listy państw europejskich, wysoką satysfakcję z życia deklaruje ok. 15% z nas, co jest niewielkim wynikiem w porównaniu z 66% szczęśliwych Duńczyków. Gdzie ostatnio nie spojrzymy, tam z każdej strony dopada nas ich filozofia szczęścia - HYGGE. W końcu postanowiłam sama sprawdzić, o co tyle szumu wokół dzieła autorstwa Marie Tourell Søderberg pt. "Duńska sztuka szczęścia".

No więc o co?

"Dla wielu Duńczyków hygge jest czymś, do czego się dąży. Przypomina kompas, naprowadzający nas na chwile szczęścia, których nie da się kupić, i dzięki temu odnajdujemy magię w codzienności."

                



Książka lekka, przyjemna, jak się uprzemy to na jeden wieczór pod kocem i z gorącą czekoladą w ręce. Przez pierwsze 50 stron możecie się trochę wynudzić, jednak warto przebrnąć przez początek, aby poznać przepisy na hygge dania i smakołyki; duński lifestyle, design, architekturę wnętrz i porady DIY. Dowiecie się czemu szlafrok to intymna część garderoby i jak zawodowo tworzyć dobrą atmosferę, a także, że słodycze w każdej ilości są dobre i hyggelig (chciałabym!), a to wszystko przeplatane jest przepięknymi zdjęciami na których znajdziecie dużo świeczek, książek i winyli. Z tyłu umieszczony został słowniczek z kilkoma przydatnymi według autorki zwrotami z duńskiej filozofii - w skrócie dodajcie "hygge" przed każdym słowem i voila!

Na ostatnich stronach znajdziemy też krytyczne spojrzenie na ten światopogląd, mówiące o tworzeniu przez stanowisko barier, promocji introwertyzmu,
a nawet ksenofobii.
Nie trudno zauważyć, że leżenie na kanapie i hyggowanie nie wpłynie też pozytywnie na produktywność, czy wzrost gospodarczy Duńczyków, co nie znaczy, że nie są oni dumni ze swojej historii i bardzo możliwe, że to właśnie ten odłam kulturowy tak ich spoił i cały czas zacieśnia więzy między bliskimi. Moim zdaniem potrzebujemy hygge, ale modelu ulepszonego, wersji 2.0., która pozwoli nam na rozwój osobisty, realizację celów, pogłębianie pasji, ale też przypomni, że chwile należy przeżywać, a nie tylko żyć. I o tym jest ta wyjątkowa pozycja, podkreślająca jak ważny jest codzienny uśmiech, ale też pomagająca odkryć na nowo dziecko, które jest w każdym z nas i czeka aż pozwolimy mu trochę ubrudzić ręce, rozsypać cukier, czy zjeść o jeden kawałek ciasta więcej.

Czy kwestia szczęścia jest naszym świadomym wyborem?

Abraham Lincoln powiedział kiedyś, że "większość ludzi jest tak szczęśliwa, jak się na to decyduje", więc dlaczego wszystko obraca się przeciwko Tobie? Ponieważ Ty sam też jesteś przeciwko sobie. Nie dajesz sobie szansy, niszcząc się systematycznie, dokonując okrutnego mordu, a przecież tak pragniesz żyć. Nie chodzi o to, żeby zmieniać życie z dnia na dzień o 180 stopni, ale przestać się martwić głupotami, zasypiać spokojnie, nie oglądać się za siebie i mieć poczucie, że wszystko jest tak, jak powinno być.

Jak wspomniałam, nasz naród nie jest zbyt hyggelig. Jakie jest prawdopodobieństwo, że zmieniłoby się coś, gdyby ludność polska wygrała w totka? Niespodzianka – zajebiście małe. Jeśli starcza Wam na jedzenie
i przyzwoity dach nad głową, wzbogacenie nie da pełni szczęścia. Co więcej osoba, która zarabia więcej niż mniej zamożni koledzy często odczuwa napięcie, a nawet złość. Według badań dopóki nie upolujesz kogoś na ślubnym kobiercu również nie poczujesz pełnego zaangażowania z drugiej strony i długoterminowego oddania, ale podejrzewam, że do tego Ci jeszcze trochę. Ludzie, którzy oceniani są jako bardziej atrakcyjni również nie deklarują większego poczucia szczęścia niż Ci mniej urodziwi. Zarówno sprawa wieku może zaskakiwać. To właśnie ludzi starsi są bardziej usatysfakcjonowani z życia niż młodzi. Według psychologów starsi zdobyli już pewna życiową mądrość, wiedzą gdzie szukać szczęścia, jaki i bardziej panują nad emocjami jednocześnie nie przejmując się i nie biorąc za bardzo do siebie drobiazgów.  Jak więc pomóc sobie
w osiągnięciu szczęścia? Zmień swój sposób reagowania na to co przynosi Ci codzienność, zamiast odtwarzać każdy problem od nowa w nieskończoność, daj sobie czas żeby się z nim zmierzyć, a później zostaw go za sobą. Jeśli coś się stało, to zdradzę Ci tajemnicę, więc się skup – nie odstanie się. Jeśli ktoś wbił Ci nóż
w plecy, to go nie wyciągaj – tylko bardziej rozszarpiesz ranę.

Twoje szczęście w dużej mierze zależy od Twojego nastawienia. To jak w słynnej metaforze o tym, czy szklanka jest do połowy pełna czy pusta. To czy dane zdarzenie wpłynie na nas pozytywnie, czy wręcz odwrotnie zależy tylko od naszej decyzji, jakie znaczenie mu nadamy i gdzie je przypiszemy. To od Ciebie zależy, czy chcesz mieć w życiu więcej powodów do narzekania niż uśmiechu. Będziesz po drodze natrafiać na przeszkody, ale najważniejsze to nie pozwolić im na przysłonięcie Ci celu, widniejącego na końcu Twojej drogi. Obranie sobie celu, do którego będziesz systematycznie dążyć to też bardzo ważny element układanki. Masz być świadomy. Świadomy tego w jakim miejscu się znajdujesz i w jakim chcesz być za jakiś czas. Nie prześlizguj się przez życie, bo to nie na tym ma polegać. Znajdź rzeczy, które mają znaczenie, trzymaj się ich i nie odpuszczaj. Otaczaj się pozytywnymi ludźmi, którzy czerpią z życia garściami, działają, inspirują, ponieważ Ty też wtedy zaczniesz się nakręcać, zostaniesz zarażony ich pozytywną energią, staniesz się głodny życia. Nie walcz o własne szczęście, wybierz je świadomie. 



Dla mnie hygge to:

- siedzenie w lesie, kiedy pada deszcz
i zapach, który wtedy się unosi
- kawa, którą pije dla przyjemności, a nie dlatego, żeby zaraz nie zasnąć nad książkami
- zimne ognie o północy, kiedy siedzę na wózkach supermarketu razem z moim chłopakiem, a w torbie mam popcorn
- dobre tanie wino pite z przyjaciółką po mniej uczęszczanej stronie jeziora przy zachodzie słońca





Czytając ten tytuł niewątpliwie przeszło Ci przez myśl, że ktoś upadł na głowę lub totalnie zwariował. Udowodnię Ci jednak, że wcale tak nie jest. Porażka była, jest i będzie nieodłącznym elementem naszego życia. Jest jednak równie potrzebna i wartościowa, jak sukces. A nawet bardziej! Pomyśl tylko, co by to było, gdyby wszystko zawsze szło po Twojej myśli? Byłbyś
w pełni szczęśliwym człowiekiem? Ja uważam,że nie! W momencie, w którym wszystko udaje nam się ot tak osiągnąć, nie dość, że mniej doceniamy nasze sukcesy to na dodatek nasze życie staje się nudne i monotonne... . I chyba nie odważysz mi się sprzeciwić, prawda?

 Poznaj zatem 5 pozytywnych stron porażki :

PRZYJAŹŃ

Tak naprawdę to dzięki porażce dowiesz się, kto jest kim. Najczęściej jest tak, że gdy człowiek odnosi sukcesy ma wokół siebie mnóstwo przyjaciół i ludzi, którzy go lubią i chcą spędzać z nim czas. W momencie, gdy podwinie Ci się noga - ludzie ci znikają. Tak to już jest, że tylko nieliczni są wstanie wyciągnąć dłoń do tonącego i to właśnie te pojedyncze osoby zasługują na Twoje zainteresowanie i przyjaźń. Na resztę nie warto marnować czasu.

LEPSZY TY!
Nie ma co ukrywać - najbardziej pozytywną stroną porażki jest to, że stajesz się lepszym i silniejszym człowiekiem. Każdy czasem popełnia błędy i musimy to zaakceptować, po czym wyciągnąć konkretne wnioski. Wnioski te pozwolą nam w przyszłości uniknąć tych samych błędów oraz osiągnąć lepszy efekt finalny.



TRZEŹWE MYŚLENIE

Taki kubeł zimnej wody bardzo często jest nam potrzebny. Wyobraź sobie człowieka, który wiecznie odnosi sukcesy, a jego życie pozbawione jest potknięć - nie uważasz, że taka osoba z czasem stanie się tak zakochana w sobie i swoim świecie, że przestanie zauważać innych? Dlatego właśnie czasem przydaje się przysłowiowy kubeł zimnej wody, który pozwala nam racjonalnie spojrzeć na własne życie i wartości, jakie je wypełniają lub powinny wypełniać.

WIĘKSZA ODPORNOŚĆ
Życie nie jest usłane różami i nigdy nie będzie. Jeszcze nie raz się potkniesz, popłaczesz i powiesz "mam dość". Ale z każdym jednym upadkiem nabierzesz większej siły i odporności, która obroni cię przed intensywnością bólu kolejnego potknięcia. Porażka zacznie boleć mniej przez co szybciej się z niej otrzepiesz, wstaniesz i ruszysz dalej naprzód.




TWÓJ PODPUNKT


A teraz pomyśl i dopisz tutaj swój podpunkt. Z całą pewnością i Ty znajdziesz jakąś pozytywną stronę porażki. Dasz radę? Koniecznie podziel się swoją refleksją w komentarzu.



Artykuł napisała dla Was Amanda Niedrich z bloga www.xavilove.com . Jeśli masz ochotę na dużą dawkę lifestyle`u, refleksji, ale i kobiecych tematów - zapraszam na bloga i fanpage Amandy.


Żadne dobro nie naprawi mojej karmy. A wierzę, że każdy dostaje to, na co sobie zasłużył. Może nie będę smażyć się w piekle, ale ale z pewnością spiekę sobie plecy.

Kiedy myślę o sobie, jest mi wstyd. Wcale nie jestem zwycięzcą. To ja chowam czekoladę w szafce, żeby zjeść połowę, kiedy mam gorszy dzień. Albo nie jem wcale przez kilka dni. Nie ćwiczę codziennie. Nie czytam codziennie. I nie piszę codziennie. To mi trzęsą się ręce, kiedy kładę je za siebie. To ja zagryzam wargę, żeby nie dać łzom spłynąć po policzku. To mi zazdrościłaś fajnego chłopaka, świetnie zrealizowanego projektu, czy jednej z najlepszych średnich w szkole. Za to ja uważam, że moim największych dzisiejszym sukcesem jest to, że nie utopiłam się w wannie.

Mam wielkie problemy z pewnością siebie.
A jeszcze gorsze z poczuciem własnej wartości.
I wiele razy myślę, że ten okropny okres już minął, a on za każdym razem wraca z podwojoną siłą. Nie zakładałam bloga, bo wydawało mi się, że nikt nie będzie go czytać. Poza tym, kiedy u mnie jest naprawdę w porządku, nie jestem już taka ciekawa. Za to po pierwszym wpisie ludzie podchodzili do mnie i cytowali fragmenty, mówiąc, że przeczytali go z 10 razy, tak im się spodobał. Odwracałam wzrok, patrząc z nadzieją czy zza zakrętu nie wyjeżdża właśnie mój autobus. Bo oni nie wiedzą, że potrafię spędzić większość weekendu zawinięta w koc i z chusteczkami w ręce, chcąc spakować się w plecak, w którym właśnie leżą zeszyty ze szkoły. Planuję wtedy swoją ucieczkę do Nowej Zelandii lub małego miasteczka we Włoszech (Bari), w którym zamieszkam w domku na klifie razem z psem, którego znajdę po drodze. Albo, że na kolorowych karteczkach zapisuję "mam dość" różowym mazakiem, żeby wziąć się w garść. Nie lubiliby mnie wtedy już tak bardzo.

WIEM, że nie jestem aż taka beznadziejna - mam jakieś mocne strony, kilka rzeczy mi się udało
i w niektórych dziedzinach też jestem całkiem niezła. Ale to, że WIEM, nie przeszkadza mi CZUĆ się najgorszą osobą na świecie. Zwłaszcza w momentach, kiedy muszę być dzielna i bardzo silna.

Po co to piszę?

Ponieważ sama chciałabym, żeby ktoś mi napisał, że można mieć ze sobą jakieś problemy
i jednocześnie nie być taką złą osobą. Że osoby, które ja podziwiam też mają gorsze momenty i chwile załamania.
Bo musisz wiedzieć, że mi też nie zawsze wszystko wychodzi i czasami krzyczę z bezsilności. Właściwie to cały czas potykam się o własne nogi, ale bardzo staram się podnieść, otrzepać kurz
z kolan i iść dalej. Cały pieprzony czas.

Ale piszę to też trochę dla siebie. Dla tych momentów, kiedy jestem całkowicie wyprana z emocji
i zaciskam pięści, czasami uderzając nimi o ścianę. Kiedy znowu marudzę, narzekam i odzywam się do Ciebie nie do końca wiedząc, czego właściwie chcę.

Chcę też żebyś coś wiedział.


Uno. Jak bardzo byś się nie starał, nie masz wpływu na to czy ktoś uważa, że jesteś dobrym człowiekiem czy nie. Nie zmusisz nikogo, żeby uznał Cie za inteligentnego i wartego uwagi. Możesz oczywiście próbować, ale w większości przypadków to całkiem desperackie posunięcie.




Dos. Bądź miły. Zawsze. Nie masz pojęcia co przeszła lub w danym momencie przechodzi osoba, którą spotykasz. Nie wiesz czy Twoje słowa nie zrobią jej większej krzywdy lub nie posuną do nieodpowiednich decyzji. Masz być miły, ZA KAŻDYM RAZEM. A jeśli widzisz, że ktoś nie wygląda jakby właśnie wygrał w totka - to może warto podejść i zapytać jak się czuje. Jeśli nie najlepiej - to może dobrze byłoby nie mówić, żeby wziął się w garść i że będzie dobrze. Uwierzcie, że nic nie pomaga tak jak banalne "możesz na mnie liczyć".

Tres. Jeśli w moim życiu chcę czegoś unikać to dramatów. Mam dość niedomówień, nieodebranych telefonów po 3 w nocy, biegania za kimś w tą i z powrotem, czy kłótni po których nie czuję gardła. Kimkolwiek jesteś życzę Ci dobrze. Jeśli coś Ci zrobiłam, przepraszam. Jeśli czujesz do mnie żal, powiedz to, może coś poradzimy? Życzenie komuś dobrze, nieważne co Ci zrobił, wymaga więcej siły niż chęć zemsty lub przepełniająca nienawiść. Powiedz na głos, to co drapie Cie w gardle i pozwól odejść.

Przyznaje się bez bicia, zaciągnęłam mojego faceta na Greya. Ba, kazałam mu nawet ze mną obejrzeć pierwszą część żeby był bardziej w temacie. Podsumowując: ziewnął mniej  niż 10 razy, myślał, że będzie gorzej, ale przyznał rację komuś, kto powiedział, że wolałby obejrzeć Harrego Pottera
i musiałam pozwolić mu wybierać smak pizzy. Niech będzie, przeżyję.

Chyba nikogo nie zdziwiło, że Pan Grey i wybranka jego serca wrócili do siebie, a on obiecał zmianę
w imię wielkiej miłości. Kurde, nie to samo mówił Twój ostatni chłopak? Większość z nas ma jakiegoś eks, który czasami podniesie nam ciśnienie albo nie daje o sobie zapomnieć. Uczymy się na błędach ;)

A czego Ty możesz się nauczyć od panny Steele?

1. Wyznaczanie granic.

Każdy ma swoje i nie chodzi mi tylko o fizyczne, ale tym bardziej o psychiczne. Jeśli Twój facet umawia się z Tobą na 14, ale w międzyczasie musi coś załatwić, kumpel go zatrzymał, czy zadzwoniła koleżanka, żeby zrobił jej reset komputera, więc u Ciebie finalnie ląduje o 18 - to miło, że jest taki pomocny, ale radziłabym się zastanowić. Jeśli w kłótni wyzywa Cie od najgorszych "pod wpływem złości", a po 3 dniach kupuje Ci bukiet kwiatów na przeprosiny, to puknij się porządnie w czoło. I wyznacz mu jakieś normy. Jeśli oboje nie czujecie się komfortowo - Ty się wiecznie wściekasz, a on czuje się jak na dywaniku u matki, to może czas powiedzieć "next"?


2. Winda do nieba.

Czasami ciężko nam zrezygnować z osoby, która ma piękne, niebieskie oczy, w których potrafisz utonąć, pełne usta i gęste włosy, które lubisz przeczesać palcami czy lekko umięśniony brzuch. Jest wam świetnie pod względem fizycznym, ale nie macie o czym gadać, kiedy znajomi zostawiają Was samych w pokoju. Nie wiem czy tylko moim zdaniem dialogi w filmie są nudne i monotonne, kręcąc się cały czas wokół jednego tematu. Ale może też nie odczuwacie potrzeby silniejszej relacji z kimś, skoro jest fun. Grey też wiedział jak zadbać o prawdziwy fun, ale umówmy się - miał trochę czasu, zważając na to, że apartamentowiec miał ponad 50 pięter.


3. Dwa razy w tej samej rzece. 

Mówi się, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi. Ale rzadko kto wie, że Heraklit dopowiedział w drugiej części sentencji, że woda w rzece nigdy nie jest taka sama. Wierzę, że ludzie się zmieniają
i że mimo wszystko każdy zasługuje na drugą szansę. Ale nie piątą, ósmą, czy dwunastą. Just remember, bo mi się zdarza zapominać.

4. Zazdrość wsteczna.

To te niemiłe uczucia, które mamy wobec byłych dziewczyn partnera. Niektóre z nas nawet nie mogą dopuścić do siebie myśli, że był on wcześniej z kimś innym. Jest to zwykle syndrom osoby, która kocha za bardzo.
Niestety z autopsji przekonałam się, że byłe dziewczyny potrafią być uciążliwe i niechętnie oddają to, co należało do nich. Jak sobie z nimi poradzić? Przede wszystkim się do nich nie porównuj, bo nie ma to najmniejszego sensu. To co było kiedyś, to już przeszłość, a najważniejsze jest to, co ma miejsce teraz. Dlatego wyluzuj trochę i nie daj się ponieść emocjom. Następnym razem, kiedy spotkasz którąś z nich - nie mierz jej od góry do dołu tylko się uśmiechnij. Możesz z politowaniem, w końcu to ona straciła kogoś, kto właśnie trzyma Cię za rękę :) 

5. Nie chcę się tak czuć.

Mniej więcej w połowie filmu Ana mówi, że czuję się, jakby nie była wystarczająca. Pisałam o tym typie ludzie we wcześniejszym poście, więc nie będę się powtarzać. Ale  pamiętaj, że jeśli uważasz, że robisz wszystko, co w Twojej mocy, a komuś nadal mało, to niech się dowie, że Twoja wytrzymałość też ma granice i nie będziesz wiecznie czekać z otwartymi ramionami.


Jeśli wymienione wyżej przykłady sytuacji są Co aż za dobrze znane, to może czas się trochę ustabilizować i spróbować vanilla relationship? Jest to konwencjonalny związek - randki, kino, kolacje - bez umów i podpisywania czegokolwiek. Nie jesteś zmęczona ciągłym gonieniem króliczka? To prawda, że od biegania będziesz miała piękne nogi, ale czasami trzeba odpocząć.


Z okazji jutrzejszych Walentynek - życzę Wam dużo miłości, nie tylko tej od drugiej osoby, ale także tej dla samego siebie. Pamiętajmy, że drugi człowiek może nas co najwyżej dopełniać :)




***

Jeśli dobrnąłeś do tego momentu, to zapraszam też na fanpage. Tekst Ci się spodobał? Zostaw komentarz, udostępnij go na facebooku lub gdzie Ci wygodniej. Jak każdy twórca lubię być doceniana, a takie drobne rzeczy motywują mnie do nowych i coraz lepszych postów. Rosnąca popularność bloga to szansa zobaczenia mojej twarzy np. na pudelku, także same plusy ;)



Byłam kierownikiem projektu. Nie mieliśmy najlepszego projektu w Polsce. Nie wygraliśmy Złotego Wilka. Nasz filmik nie dostał się na Pitch Contest. Nie mieliśmy kilkunastu tysięcy budżetu na projekt. I nie mieliśmy znajomości, które pomogłyby nam w jakikolwiek sposób ułatwić sprawę organizacji wydarzeń. Ale mój tata pierwszy raz powiedział że jest ze mnie dumny.

Co mieliśmy? Siebie.
Co dostaliśmy? Doświadczenie i przygodę życia.



Jak to się zaczęło?


Nie było żadnej konkretnej daty. Była kawiarnia na mieście, ambasadorzy w liceum i ulotka Zwolnionych z Teorii rzucona na stół. I chęć zrobienia czegoś nowego w Mieście, w którym Nie Dzieje Się Nic. Culbook - połączenie słów 'culture'
i 'book' - początkowo był nazwą roboczą, do czasu aż nie znajdziemy lepszej. Jednak został do samego końca i przylgnął do nas na kilka miesięcy trwania projektu.


Naszą główną siedzibą dowodzenia i jednostką operacyjną wszelkich działań był zwykle McDonald. Tam ważyły się losy szczegółów wydarzeń, zaproszonych gości, treści e-maili czy strategii działania w sieci. Jak tak teraz sobie o tym przypominam, to rzeczywiście - było fajnie (i niezdrowo!).



Zaczęliśmy skromnie, happeningiem z okazji 11 listopada - rozdawaliśmy nowele i obkleiliśmy całe miasto w cytatach autorów tworzących pod zaborami. Można było je też znaleźć w komunikacji miejskiej, a każdy kto to zrobił wysyłał nam zdjęcia. Na koniec zmontowaliśmy filmik z całej akcji, nasza koleżanka zaśpiewała do niego Rotę, a kolega "pożyczył" głos, mówiąc: oni pisali, my pamiętamy.

Pierwszym dużym, o ile nie największym wydarzeniem, był Potter Day. Pierwszy Potter Day w województwie kujawsko-pomorskim! Nasze pierwsze, od A do Z samodzielnie zorganizowane, wydarzenie. Nie wszystko wyszło tak jak zaplanowaliśmy - przewidywaliśmy maksymalnie 100 osób, przyszło ... DWA RAZY więcej! W dosłownie 5 minut musieliśmy włączyć w wydarzenie korytarz, ponieważ zapewnione wcześniej sale były zamknięte i nigdzie nie było klucza; znieść krzesła, ukraść z szatni wieszak na kurtki (oddany) i kiedy wydawało się, że wszystko zaczyna być w porządku - nasz laptop ma inne wejście kabla do projektora. Mieliśmy jechać po nowy kabel, mówię całkiem poważnie, ale na szczęście znalazł się inny. Wiązało się to ze zmianą formatu ściągniętych filmów, harmonogramu, stresem, skakaniem ze sceny na obcasach (nie mogłam chodzić przez trzy dni) i nagłym wejściem telewizji TVP Bydgoszcz.





Według nas nic nie było tak, jak trzeba. Na koniec odklejałam z podłogi gwiazdki, które prowadziły do naszej sali czarów. Kiedy wróciłam podbiegł do nas dzieciak, pytając czy będzie u nas jeszcze kiedyś dzień Harrego Pottera, odpowiedzieliśmy, że pewnie i obiecujemy lepszą organizację. Co powiedział mały chłopczyk z narysowaną strzałą na czole? "Jak to lepszą? Żeby chociaż raz było jeszcze u nas coś tak fajnego!". Made my life.


Co było później? Lawina.

Niecały miesiąc później - wieczorek poetycki z autorami lokalnymi, młodymi, chcącymi pokazać swoją twórczość. Wszystkie bilety rozdane w tydzień. Sam wieczorek - magiczny, oświetlony ciepłym kolorem świec i ozdobiony rozsypaną kawą na stole. Do wierszy akompaniament gitary, samo pomieszczenie przytulne, mniejsze, pozwalające wczuć się w słowa prezentowanej twórczości. Co mi najbardziej zapadło w pamięć? Zdjęcie z babeczkami i podpisem "wgryź się w poezję", a także zabawa słowna, w której wszyscy uczestnicy siedzący przy danym stoliku mieli za zadanie
z wyciętych słów z gazet ułożyć własny wiersz. Nie wiesz jak zacząć pisać poezję? Spróbuj ją ułożyć.












Wolontariat w domu dziecka. Współpraca z kolejnymi firmami. Spotkanie z dyrektorem w siedzibie T-mobile. Powiększenie budżetu na kolejne, główne, wydarzenie. 20-tysięczny zasięg na samym facebooku. Przeszło 20 wzmianek w mediach. Nerwy podczas nagrywania wywiadów udzielanych do RMF Maxxx, a także gazety Pomorskiej. Patronat od Urzędu Marszałkowskiego w Toruniu.
I jedna wiadomość, która odmieniła losy całego projektu...

Siedzimy w McDonaldzie. Tym razem w Toruniu. Ja i Kornel po odwiedzeniu wszystkich księgarni w mieście
i pozyskaniu możliwości współpracy finalnie tylko od dwóch. Zniechęceni, zmęczeni i grzebiący łyżką
w lodach. Zapomniałam wyłączyć internetu w telefonie, więc przychodzi wiadomość. Jakub Żulczyk. Autor bestsellerów, znany współczesny pisarz, a obecnie także współtwórca "Belfra" - po pół  roku negocjacji zgadza się wziąć udział w naszym wydarzeniu! Radość? Euforia!
A to dopiero początek.


Wydarzenie główne

Reed-feed. Nazwa wykłócona po 3 dniach
i podzieleniu się na obozy. Z czym mi się kojarzy?

Z Martyną, która poprowadziła warsztaty medialne z MaY. Kroniką Kota Nakręcacza, Natalią Szumską, warsztatami wydawniczymi
i pięknymi zakładkami do książek. Randką
w ciemno z książką. Obiadem z jednym z moich ulubionych współczesnych pisarzy. Zbiórką książek dla Biblioteki i prześlicznymi pocztówkami z Media Rodzina. Wycinanymi motylkami
w całym moim pokoju. Filmikiem, na którym z Kornelem zgadujemy tytuły książek. Koszulkami zachęcającymi do czytania. Łukaszem Pszczółkowskim i jego genialnym wystąpieniem promującym ostatnio wydaną książkę. Najmłodszą i najwierniejszą fanką całego projektu. Kwiatami na koniec.






















Z czym kojarzy mi się cały Culbook?
Filmikiem podsumowującym całą działalność. Drewnianymi różdżkami na Potter Day. Kuponami
w maku. Kawą. Brakiem snu. Satysfakcją. Cudownymi ludźmi. Ogromem pracy. Kochaną mentorką. Łzami. Dumą. Odpowiedzialnością. Niesamowicie dobrą zabawą.









AMBASADOR - "O, Culbook przyszedł!"

Jak wszystko ma plusy i minusy. Możesz trafić na osoby, które wcale nie będą zainteresowane Zwolnionymi z Teorii, a możesz trafić na taką, gdzie przesiedzisz pół lekcji odpowiadając na pytania. Ambasadorką byłam dwa lata z rzędu. W tym roku razem z moją przyjaciółką weszłyśmy do sali
w technikum, gdzie było 25 przedstawicieli płci przeciwnej. Pomyślałam od razu, że to strata czasu, bo nawet na nas nie spojrzeli, kiedy się pojawiłyśmy. I w tym samym momencie jeden z nich powiedział: chłopaki, cicho być, dziewczyny przyszły z fajną inicjatywą, a wy się zachowujecie jak barany. Dzięki chłopie, pomogło!

Niewątpliwym plusem jest przełamanie pewnych barier nieśmiałości, nauczenie się improwizacji (nie wszędzie powiesz to samo), a także duma z zachęcenia do własnego projektu innych. Oprócz tego dostajecie certyfikat, który potwierdza wasze kompetencje związane z publicznym przemawianiem.















MENTOR

Mentorem jestem od tego roku. Obecnie mam 8 projektów, jednak jeden z nich już zrezygnował. Jeśli podejmujesz się pracy mentora, pamiętaj, że nie wszystko zależy od Ciebie. Szczerze mówiąc nie wiem, czy z tych 7 projektów, które mi zostały chociaż jeden dojdzie do finału. Pisałam na stronie, pisałam na facebooku, nie wszystkie się odzywają. Nie pojedziesz do nich, nie zrobisz za nich formularzu, a tym bardziej nie poprowadzisz projektu. Możesz dawać rady, udzielać wsparcia
i patrzeć jak rosną pod Twoim skrzydłem. Przygoda jaką jest mentorowanie innych to kolejna lekcja
i cenna nauka.

Jakie inne korzyści wynikają ze Zwolnionych?

Masz możliwość wybrania szeregu certyfikatów potwierdzających różne kompetencje, a uwierz, że się przydają. Byłam na kilku rozmowach o pracę i na każdej pytali o projekt. Nie musiałam zmyślać jaki problem rozwiązałam czy jak pozyskałabym sponsorów - mówiłam o tym, co naprawdę zrobiliśmy. Daj sobie możliwość zaistnieć już teraz.

Co poza tym?

Możesz zamówić super ciepła bluzę z Social Wolves,
w której ja śpię, biegam i chodzę po domu, kiedy myślę, że zaraz zamarznę. Jeśli jesteś Ambasadorem, to zapas naklejek z ZWZT masz zapewniony na cały rok. Myślisz
o roli Mentora? Kanapki! Kanapki, które jadłam na zjeździe Mentorów są najlepszymi, jakie jadłam w życiu. Koniecznie musisz spróbować ;)




***

Zwolnieni z Teorii to nie tylko Olimpiada. To nie tylko realizowane projekty, statystyki czy liczby. To przede wszystkim ludzie. Ci, których poznasz podczas Twoich wydarzeń, Ci ze zjazdów i Ci
z Wielkiego Finału. Wszyscy oni tworzą wielką rodzinę, do której możesz się zgłosić nie tylko, kiedy masz problem z projektem, ale zawsze. To ludzie, którzy tak jak Ty chcą pomagać, którzy tak jak Ty, chcą tworzyć i zmieniać otaczające społeczeństwo na lepsze. Ludzie, którym nie zabrakło odwagi, żeby to zrobić i ludzie, którzy podjęli wyzwanie. Którzy dali sobie szansę. A Ty, na co jeszcze czekasz?




www.zwolnienizteorii.pl - wszelkie informacje
o certyfikatach, regulaminie i wszystkim tym, czego nie napisałam znajdziecie tutaj. 

Potter Day - 19:27


Jeśli Wam się podoba, wejdźcie też na fanpage, aby być na bieżąco - www.facebook.com/kotburry :)